Ze Stefanem Gierowskim rozmawia Karolina Jezierska-Pomorska

Najmniejsza ilość środków, żeby coś wyrazić...


___________________________________________________________________________

Ze Stefanem Gierowskim rozmawia Karolina Jezierska-Pomorska

Karolina Jezierska-Pomorska: Obrazy prezentowane na wystawie to prace ze wszystkich etapów Pana twórczości. Czy jest to forma podsumowania rozważań na temat linii w Pana malarstwie?

Stefan Gierowski: Sprawa linii, która zaczęła się już w pierwszych obrazach olejnych w latach 50. XX wieku nieustannie istnieje jako pewien problem. Linia ma w sobie element treściowy - tak bym to powiedział - opisuje coś, coś określa; to jest linia, która dąży dokądś albo linia, która obrysowuje całą przestrzeń; linia, która się przecina; linie które się powtarzają, multiplikują - każda ma swoją odrębną treść. Sprawa linii była jednym z elementów budowy części obrazów, wracała co pewien czas jako przyczyna następnych obrazów.

K.J.-P.: Przez lata charakter i funkcja linii na obrazie zmieniają się...

S.G.: Ona się zmienia, bo w różny sposób, w różnych momentach, różne rzeczy oznacza. W różny sposób stara się wykazać emocje, które stąd powstają, że coś zostaje przez nią bardzo silnie podkreślone. Ona może być inwazją w przestrzeń - ta przestrzeń się przez to zmienia, ale może być i tak, że ta linia jest autonomiczna i ona sama wszystko stanowi.

K.J.-P.: Tu rodzi się kolejne pytanie. Kiedy według Pana profesora linia stała się rzeczywiście czymś co było najważniejsze na obrazie - była rzeczywiście autonomiczna, a obrazy były malowane dla tej linii lub tylko przez nią?

S.G.: Ta linia zawsze miała w obrazie swoje miejsce i swoją pozycję. Ona, w gruncie rzeczy, od zawsze towarzyszy rozważaniom na temat malarstwa abstrakcyjnego.

Linia ma też swoją przestrzeń, jaka by nie była, ma swoją szerokość - tajemniczą przestrzeń, która jest a której nie ma. Jak jest bardzo szeroka, ta jej przestrzeń zaczyna działać.

K.J.-P.: Czy można stwierdzić, że w pewnym sensie malarstwo Gierowskiego jest rozwinięciem rozważań Kandinskiego: „Linia powstaje z ruchu przez zniszczenie bezwładności punktu, absolutnego stanu jego spoczynku, a tym samym przez przeskoczenie ze statyki w dynamikę". Linia jest immanentnym elementem tworzenia obrazu?

S.G.: Trudno mówić o linii nie wspominając o Kandinskim. On zaobserwował bardzo dużo możliwości działania linii, tak samo jak koloru, ale wydaje mi się, że nie zostało tam wszystko powiedziane do końca. Nie znając jeszcze całej rozprawy Kandinskiego, wiedząc oczywiście o jego różnych poglądach, trafiło też i na mnie, że ta linia była u mnie ważna. Potem to się tylko potwierdzało, że jest to problem, który istnieje i który ma swoje znaczenie. Ale u mnie to jeszcze stąd powstawało, że ja szukałem zawsze najmniejszej ilości środków żeby coś wyrazić i linia była czymś, co było minimalistyczne w stosunku do jakiegoś opisu. Jeżeli była przestrzeń obrazu i na tej przestrzeni dawało się jedną linię, to ta przestrzeń zostawała naruszona i powstawała pewna rozgrywka pomiędzy tą przestrzenią i między linią. Niezależnie od tego, czy to było w kolorze, czy to było czarno-białe, wszystko jedno, ta rozgrywka była. Natomiast jak się położy trzy, cztery, pięć linii - nie ma tej rozgrywki, przestaje to działać, ona nie ma takiego znaczenia. Nie są to tylko te dwa elementy, ale już ich się robi cały szereg.

Ja też malowałem takie obrazy, gdzie pojawiał się szereg linii, one miały co prawda pewien inny powód. To były takie płótna, na których malowałem wiązki linii jak promieniowanie, ale natychmiast, ta najkrótsza opowieść o tym co się ma stać na obrazie, uciekała, była zagadywana.

We wczesnych obrazach, ale później też, dochodziłem do tego, że ta jedna linia była bardzo ważna, jeżeli przestrzeń miała być naruszona. Ale później doszły inne problemy, że linia ma też swoje układy, ma swoje powiązania i krzyżowania, własną dynamikę. Trzeba było to z tej linii wyciągnąć. Wtedy powstawał inny problem obrazu. A jeszcze inaczej, że linią określało się przestrzeń i określając przestrzeń, określało się cztery, pięć... przestrzeni, każda była inna i te linie z tymi przestrzeniami zaczynały współdziałać - one nie są ramkami, one określają tę przestrzeń. To ma znowuż inne znaczenie. To bogactwo, które daje możliwość wykorzystania symbolu, którym jest linia - można by trochę tak nazwać, jak pismo, tak jak znak i ten znak coś oznacza.

K.J.-P.: Rzeczywiście, linia w geometrii jest pojęciem pierwotnym. Można zatem powiedzieć, że w Pana malarstwie są także pojęcia pierwotne: światło, kolor, przestrzeń i wśród nich także linia...

S.G.: Tak, tak, to są te z zasadniczych rzeczy. Już pomijając, że w historii człowieka pierwsze znaki to były linie.

To wszystko nie jest łatwe. Opowiedzieć obraz - to jest sztuka, ale inna.

K.J.-P.: Jak nastąpiło to przejście od obrazów „prawie unistycznych", o rozwibrowanej przestrzeni, do płócien, na których linia pojawia się takim silnym uderzeniem?

S.G.: Ale wie pani, że to raczej najpierw były obrazy z linią, potem były takie zbliżone do informelu, aczkolwiek one miały wewnętrzne podziały. Zawsze geometria za tym była...

K.J.-P.: Ale nie tak wyraźna...

S.G.: Ona była zakamuflowana kompletnie. Ale były obrazy, na których badałem różne możliwości. W tym okresie, o którym pani mówi, bardziej rozmalowanym, bez linii - to jest taki okres między linią. Potem jej nie było, potem wróciłem do linii i wtedy nawet pojawiają się koła - to też linia przecież.

Problem linii się odradzał co pewien czas. Ostatnie obrazy łączą to zagadnienie z innymi działaniami. Jest na nich linia, która zamyka przestrzeń, zwykle traktuje się ją jako ramkę, a to nie jest ramka, to jest linia, która ma taki układ. Tu trzeba wrócić do symboli egipskich, jednym z nich jest Uroboros - wąż, który zjada własny ogon. Symbol nieskończoności, wiecznego powrotu i równowagi. I tak samo jest właśnie z tą linią - ona zamyka, a jednocześnie otwiera.

K.J.-P.: Czy możemy dziś stwierdzić, że Gierowski wyczerpał definicję linii w sztukach plastycznych?

S.G.: (śmiech) Chyba tak... Ale wie pani, ja raczej zawsze myślałem o linii bardziej jak o zagadnieniu fizycznym. Linia gdzieś biegnie, ma jakąś drogę, do czegoś trafia, w coś uderza. Myślałem o takich rzeczach, które są najprostsze, ale w zjawiskach fizycznych, czyli w życiu przyrody...

K.J.-P.: Ale raczej jako o czymś z niej wyabstrahowanym.

S.G.: Mój obraz to nie jest rysunek, według którego można zrobić jakieś doświadczenie, ale jest czymś, co może pobudzić do jakiegoś doświadczenia. Bo on zwraca uwagę na to, że na przykład szereg linii może poruszyć przestrzeń, a kwestia przestrzeni jest jedną z tajemnic przyrody. Między linią i przestrzenią jest jakaś zależność - pozytywna lub negatywna. Czasem one się kłócą, czasem wręcz przeciwnie, jedna drugą potwierdza.

Ale żeby było śmiesznie, muszę pani powiedzieć, że jak ja malowałem wczesne obrazy - jakiś kolor i linia przez niego przechodząca - to mniej więcej w tym czasie zaczęły latać odrzutowce; one na niebie zostawiały smugi. Któryś z moich kolegów przyszedł do mnie i mówi: „Ja wiem skąd tyś to wziął, to przecież z tych smug". A ja robiłem to wcześniej (śmiech).

K.J.-P.: Szybszy niż odrzutowce...

S.G.: A w tym chodzi o to, że przestrzeń nieba zostaje zarysowana - dzisiaj to powszechne, ale kiedyś to był przedziwny ślad i wtedy można było zaobserwować, jak ta linia przebiega w przestrzeni. Ja robiłem swoje obrazy z innego powodu, ale okazało się, że natura bardzo zgadza się z tym, o czym ja myślałem. Ja nie wiem, czy w czasie, kiedy Kandinsky pisał o linii, coś zostało napisane na ten temat, bo... nie było odrzutowców.

K.J.-P.: Pańskie malarstwo wprowadza odbiorcę w krąg zagadnień czysto fizycznych?

S.G.: Tak, to jest wyraźne. Jeden z moich obrazów z lat 60. zyskał dodatkową nazwę „Uderzenie" - tak go nazwali. To jest taka sytuacja, jak się wrzuci kamień do wody, to się robią kręgi, to jest dynamika, która stamtąd pochodzi. Jednym słowem linia dawała bardzo wiele przyczyn pobudzających do malowania, do usankcjonowania tego obrazu poprzez przyrodę. Bo to się dzieje, to nie jest wymyślone - abstrakcyjne, to bywa i to się maluje (śmiech). To jest fakt i dlatego ta linia ma swoje znaczenie. Ta linia to jest TO najprostsze. Zawsze było...

K.J.-P.: No tak, zawsze było, ale najprostsze rzeczy najtrudniej uchwycić...

S.G.: No, więc o to chodzi. Dla mnie przy malowaniu, przy rodzeniu się jakiejś koncepcji, bardzo istotną sprawą było, że jest wiele energii, które są prawie niewidoczne. Podobnie rzecz ma się z kontaktami elektrycznymi na ścianie. Tam jest energia, jak pani wsadzi palce, to panią porazi, a tak, to wyglądają spokojnie. I teraz, jak malować, żeby w taki najbardziej spokojny sposób sprawić, żeby ta energia była i się nie poparzyć. I to jest ta ukryta energia, która istnieje. Przy kresce, przy linii ona często występuje. Niby nic się nie dzieje, ale przez to, że ta linia nie dojdzie do samego końca - już robi się ruch. Bo dla pani ta linia leci - jej tam nie ma, ale pani ją uzupełnia, bo ona jest w ruchu. A ona nie jest w ruchu tylko spokojnie sobie jest wyrysowana. A tymczasem w niej jest ładunek. Jak się jemu przyglądać, to on zaczyna oddziaływać, a jeśli się go tylko chwyci, to on staje się w pełni zrozumiały.

 

Fotorelacje >>

 

Festiwalowe wernisaże - relacja filmowa >>
Wernisaż na Szyndzielni >>

About the festival

>>

Klubokawiarnia Aquarium

>>

30 lipca - 3 sierpnia 2018, godz. 10.00-13.00

>>

Fotorelacje na Google Open Gallery  >>

>>

Nasze profile:

 

Facebook galerii     instagram galerii     YouTube galerii

 

Google Open Gallery

__________________________

Biuletyn Informacji Publicznej

>>